Ełk - Nettetal: dziennik wyprawy
Czerwiec 2006: do Ełku dociera 6-osobowa grupa mieszkańców Nettetal. Przejeżdżają rowerami pokonując dystans 1500 km - w 8 dni. Wówczas rodzi się pomysł rewizyty. Kajakami.
Wstępnie rozpoznałem trasę, i okazało się, że istnieje możliwość dotarcia do Nettetal kajakiem - bez jakichkolwiek przenosek, wszystko wodą, około 1900 km.
Teraz sprawa najtrudniejsza: skompletowanie składu, który popłynie. Oczywiście nie było najmniejszego problemu w początkowym stadium projektu, tj., gdy przedstawiałem trasę. Chętnych było co niemiara, ale problemy zaczynały się, kiedy mówiłem ile kilometrów trzeba pokonać. Pierwszą osobą, która wyraziła zgodę i byłem jej pewien to Adam Wielgat - pracownik Urzędu Miasta. 2 lata wcześniej Adam płynął ze mną Sanem i Wisłą z Sanoka do Góry Kalwarii. Jakieś 500 km. To jest idealny kandydat na taką wyprawę: silny, z poczuciem humoru, co jest niezbędne na tak długiej trasie.No to jest nas dwóch.
Drugą osobą, która wyraziła ochotę z nami płynąć to Marcin Dawidowski: kolega z pracy, mój były zawodnik. Pływa od roku, ale widać, że połknął bakcyla. Posiada cechy niezbędne przy tak trudnej i niebezpiecznej wyprawie. Koleżeński, silny, z poczuciem humoru. Cała nasza trójka docierała się 28.04.07r. na Łynie. Tam na 6-kilometrowym odcinku przetrwaliśmy autentyczny survival. Pływamy sporo, ale czegoś takiego nigdy w życiu nie widzieliśmy. Powalone drzewa, krzewy - momentami wręcz nie dawało się iść. Nie mówiąc już o pływaniu. Poobijani, skrajnie wycieńczeni i zziębnięci, po prostu horror! Gdyby wtedy któryś z nas by pękł, byłoby wiadomo, że wyprawa do Nettetal stoi pod dużym znakiem zapytania.
Od stycznia 2007 powolutku zaczynamy przygotowania: część logistyczną i fizyczną. Adam codziennie jeździ rowerem kilkadziesiąt kilometrów i chodzi na pływalnię, ja z Dawidem uprawiamy nordic walking i korzystamy z siłowni szkolnej. Zaczynamy kompletować sprzęt i inne niezbędne rzeczy potrzebne na wyprawę. Kajaki są nasze, wyprodukowane w Suwałkach. Szybkie, pakowne, ale niskie, narażone na zalanie na fali. Kupujemy wiosła produkcji firmy GALA z kompozytów węglowych. Cuda, takie mercedesy wśród wioseł. Ultra lekkie, bardzo wytrzymałe. Cena, bagatelka: 650 zł za sztukę. Jak się później okazało, inne, normalne wiosła, nie wytrzymałyby na trasie. Następny zakup to namiot - firmy CAMPUS, super, niejednokrotnie uratował nam cztery litery.
Wszystko kosztuje, a my nie mamy żadnych finansów. Dyrektor naszego "Ekonomiaka" - Kazimierz Czepułkowski pisze prośbę do ewentualnych sponsorów i ruszamy w miasto. Szok. Udajemy się przede wszystkim do naszych znajomych, którzy prowadzą swoje firmy. Spotykamy się z fantastycznym odzewem, praktycznie każda firma, która dowiaduje się o naszym przedsięwzięciu, przekazuje nam bądź pieniądze, bądź towar, np. konserwy, zupki.
Super! Kochani sponsorzy! To tylko dzięki Wam możemy zrealizować nasz pomysł.
Powoli zbliżamy się do 6 czerwca, dnia naszego startu.
Ostatnie przygotowania. Kajaki obklejone jak bolidy Formuły 1: loga sponsorów herby: Ełku i Nettetalu, godło, nazwy kajaków: BANAN i KALOSZ. Wyglądają kapitalnie, wręcz imponująco. Pomyśleliśmy też o stronie duchowej. Dzień przed wyjazdem ks. Paweł Sufleta poświęcił nasze kajaki, życzył nam też spokojnej drogi.